• Admin

PISZE KUBA DO JAKUBA 7: Elementy architektury-deska

Aktualizacja: sie 24

Opublikowano na SNG Kultura: http://sngkultura.pl/2020/04/pisze-kuba-do-jakuba-7-elementy-architektury-deska/

Cześć kolego, jak leci? – zażartował Jakub.

– Świetnie! – zażartował Kuba.

– Co tam trzymasz w dłoni? Co znowu wymyśliłeś?

– To deska. Mój pies wyrwał ją z tarasu i trochę pogryzł. Psy to mądre stworzenia…

– To prawda, ale co ma wspólnego mądrość psów i pogryziona deska z tarasu? Zamierzasz ją przybić z powrotem, dać psu czy będziesz ją ze sobą tak nosił i rozmyślał?

– Wbrew pozorom to celne pytania. Sam nie wiem. Właśnie się nad tym zastanawiam. Zastanawiam się nad deską. Spójrz na nią – co widzisz?

– No deska. Z drewna, pogryziona, tarasowa. Spaczona. Jak to deska…

– Ja widzę co innego. Dobrze, że mój pies tę deskę wyrwał. Nie gniewam się na niego. Wiem, co chciał mi „powiedzieć”:  „Oto deska, wypełniona drewnianym sensem, a jaka dobra! Chcesz spróbować, podzielę się z tobą, przecież cię kocham”.  Rzeczywiście: niby to jest płaski prostopadłościan z drewna, tak opisałby i zdefiniował  ją Sokrates, ale ma też zapach rozsychającego się drewna i smak, jak twierdzi mój pies. Nie próbowałem, ale ślady zębów uznałem za wystarczający dowód dobrego smaku tego przedmiotu. Tak. Pies miał rację: deska jest dobra, tkwi w niej nie tylko dobro, ale i piękno, choć nie doskonałe. Tym bardziej stała mi się bliska. Dobrze zauważyłeś, że jest spaczona, a więc jej ideał przechowywany w platońskim świecie idei (piękna i dobra) odbiega od jej realnego bytu (arystotelesowskiej prawdy) . Jest pogryziona i spaczona, a jednak ciągle jest deską. Tu nic się nie zmienia. Pies miał rację! Jest dobra. To nie ulega żadnej wątpliwości.

– Dobrze… Rozumiem, że zamierzasz cały dzień rozważać istotę twojej deski? Nie masz nic innego do roboty? Nic ważniejszego?

– Nie! – Po pierwsze, powiem wprost: w tej chwili nic nie wydaje mi się ważniejsze od refleksji nad deską. A po drugie: co ty masz takiego ważnego do roboty wielki architekcie? Może jakaś wizja tego, jak zmieni się teraz architektura? Biurowce? Hotele? Domy? Miasta? Mieszkania? No śmiało! Słucham. Powiedz, co jest ważniejsze od deski?

– No dobrze, już dobrze, wcale nie zamierzam. Może świat się zmieni, a może nie. Prawda jest taka, że tego po prostu nie wiem. Pokaż tę deskę.

– No nareszcie, Sokratesie. Wiesz, że nic nie wiesz. To już coś. Zostawmy zatem mędrcom te rozważania, co stanie się po kryzysie. Pośmiejemy się z tego później (oczywiście nie wszyscy). Możemy wrócić do mojej deski? Czy nie uważasz, że w desce tkwi jakaś ukryta esencja? Pewna prawda?

– Przypuszczam, że wątpię, ale spróbuję… Deska jest z drewna, a drewniane włókna są równoległe do jej dłuższego boku. Słoje to naprzemienny układ łyka i drewna. Deski paczą się dlatego, że słoje chcą się wyprostować. To naturalny proces, kiedy deska wysycha, dlatego się je impregnuje, lakieruje, nasącza olejem…

– Zgoda. Taka jest jej podstawowa natura. Ale spróbujmy uchwycić, czy w desce kryje się coś więcej? Co deska ma nam do powiedzenia? Patrząc na nią,  wyobrażam sobie drzewo, z którego została wycięta. Widzę ból majestatycznej  rośliny, której długie życie zostało zamienione  na  deski i inne rzeczy z drewna. Jednak jestem przekonany, że deska czy deski są z nich wszystkich najważniejsze. Urzeka mnie ich prostota, skromność i powściągliwość formy. Gdy o tym myślę, jest mi lżej i czuję niewyraźną, ale jednak  zgodę drzewa na los, jaki je spotyka. Stawia ono jednak pewne warunki.

– Chyba rozumiem… Chodzi Ci o to, że zaciągamy wobec drzewa pewien dług: jeśli dobrze wykorzystamy deskę, to możemy czuć, że postępujemy dobrze, ale jeśli nie…

– Zgadzam się. Deska jest jednak bytem skromnym i bardzo pokornym, nie narzuca się z gotowym rozwiązaniem. Ten prosty przedmiot szepcze cichutko i prosi: chcę być podmiotem, pokochaj mnie. Ja słyszę to wyraźnie. Tak się składa, że najtrudniej uchwycić sprawy najprostsze, najbardziej podstawowe. Jak myślisz, czego od architekta może chcieć skromna, pozbawiona pychy deska?

– To prawda, że deski mówią bardzo cicho. Nie każdy to usłyszy. A architekci… na cóż, słuchają tak rzadko. Szalunki z desek ustępują fabrycznym, a stropy prefabrykowana nie wymagają szalowania. Drewniane pomosty rusztowań dawno ustąpiły stalowym. Tak.  Deski są skromne na budowie i nie domagają się roli szczególnej. Drewniane szalunki szybko po stwardnieniu betonu piętrzą się na kupie w kącie budowy…

– A jednak taka kupa desek nie skarży się nawet odrobinę, a nawet manifestuje cichą spokojną radość z dobrze spełnionego obowiązku. Nawet jeśli deski nie zostaną ponownie wykorzystane, a ich odciśnięte na betonie słoje znikną pod tynkiem, to dotykając ich dłonią, czuję, że spełniły swoje zadanie. Wyjmując potem ze skóry drzazgi, wiem, że ich spora część utkwiła w betonie. Tam została dusza tych prostych płaskich przedmiotów.

– Ale los desek nie musi być smutny. Przedmiot może stać się prawdziwym podmiotem. Mogą sprawdzić się jako podłogi, szalowane elewacje, boazerie… Jest moda na architekturę drewnianą.

To prawda. Z jednej strony los desek szalunkowych jest surowym epilogiem ich bytu, ale tkwi w nim pewna życiowa prawda o prostych przedmiotach. Jednak zbytnie upodmiotowienie desek budzi we mnie szereg wątpliwości. Naprawdę rzadko widuję drewniane podłogi z desek kładzione na legarach. Na elewacjach też trudno namówić inwestora na drewnianą elewację. Co do mody na drewno zgadzam się, że jest, ale skromne i ciche deski ustępują panelom, idealnie ułożonym parkietom, nawet płytki i wykładziny mają teraz rysunek słojów drewna. Wspomniane prze ciebie elewacje drewniane ustępują wyciśniętym w tynku imitacjom deskowania. Taki jest bezwzględny świat budowy. Nikt nie dostrzega cichutkiej, skrzypiącej skargi skromnej deski. Argument, że deskę trzeba konserwować , przesądza o jej ekonomicznej niezdatności. Czy to jest ta moda na drewno, o którą nam chodzi? Czy kornik nie ma już żadnych praw na naszej planecie?

– Masz wiele racji. Kocham swoją drewnianą starą podłogę, ale nie raz chciałem ją zamienić akustyczną wylewkę i chciałem położyć panele albo wykładzinę. To skrzypienie starych desek i dudniące tupanie dzieci niosące się po całym domu doprowadzało mnie czasem do furii. Decyzję odkładałem z roku na rok. Teraz mi trochę wstyd. Nawet już mnie nie rażą te dziury po kornikach, przestałem je nawet ukrywać pod wełnianym chodnikiem. Lubię po niech chodzić boso, tak jak moje dzieci. Cieszę się, że mogłem się czegoś nauczyć od dzieci, psa i od… deski. Trzeba jednak umieć słuchać. To przychodzi mi najtrudniej.

– Tak. Jedna rzecz nie ulega wątpliwości. Najlepszym miejscem dla deski jest podłoga. Skromna, ale i nobilitująca rola. Niech nasza rodzima deska na legarach nie da się jednak zdominować egzotycznej desce z Afryki czy Ameryki Południowej. Nie mam nic przeciwko pięknym i niezwykle twardym deskom z importu, ale nic nie poradzę, że wolę swoje stare deski.  Łódkowo spaczone, sękate, ze startym lakierem i śladem robaka. Skromne, stare dechy. Widziałem kiedyś nawet na wsi szopę obitą malowanymi olejną farbą deskami z podłogi zburzonej chałupy. Raziło mnie to i wydawało się prostackim zabiegiem. Teraz widzę to inaczej. Warto dać drugą szansę desce. Każda deska jest tego warta. Kiedy dotkniesz ją dłonią, usłyszysz jej cichą opowieść. Kto na niej tańczył, kto tupał i ranił ją twardym obcasem. Będzie tam prawda, dobro i piękno. Architektoniczna triada. Odrobina, ale jednak.

A zatem masz z powrotem swoją deskę. Co z nią zrobisz, Kuba?

– Warto dać jej drugą szansę. Zasługuje na to. Przybiję ją z powrotem. Pogłaskam psa. I rozważę jeszcze raz trudną relacje deski z gwoździami… Decyzję o remoncie tarasu odłożę na przyszły rok. Do zobaczenia, Jakubie. Porozmawiamy jeszcze o kolejnych „elementach architektury”?

– Dobrze, tylko co by to mogło być?… Już wiem!


Rozmawiali: Jakub Krzysztofik – architekt i urbanista oraz Kuba Krzysztofik – urbanista i architekt. Obydwaj ubrani na czarno. Można ich spotkać … wirtualnie na profilu SNG Kultura. Warto tam zajrzeć. Trudno wytrzymać dłużej bez kultury. Szczególnie teraz.


4 wyświetlenia